Kto powinien być właścicielem repozytorium kodu od pierwszego dnia?
Kod powstaje miesiącami na kontach agencji. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy klient chce go po raz pierwszy zobaczyć.
Kontekst pytania
Software house prowadzi prace w swoim repozytorium i obiecuje przekazać kod po zakończeniu projektu. Klient nie ma do niego wglądu, a płaci za kolejne etapy. Nikt nie wie, w jakim stanie jest kod ani czy w razie sporu w ogóle uda się go odzyskać.
Oczekujemy od ekspertów odpowiedzi na pytania:
- Czy repozytorium powinno od początku należeć do klienta?
- Jak zapisać to w umowie, żeby nie utrudniać pracy agencji?
- Co zrobić, jeśli wykonawca odmawia dostępu przed odbiorem?
1 odpowiedź specjalisty
- D
Dawid Głódź Zweryfikowany ekspert
Ekspert SEO
Dawid jest ekspertem SEO oraz właścicielem serwisów opiniotwórczych, które pomagają czytelnikom porównywać firmy, usługi i produkty, zanim podejmą decyzję. Na co dzień zajmuje się pozycjonowaniem stron, widocznością lokalną w Google i budowaniem autorytetu marek w sieci. Wie, co naprawdę wpływa na pozycję firmy w wynikach wyszukiwania, dlatego w swoich publikacjach stawia na jasne kryteria, rzetelną analizę i praktyczne wnioski, które czytelnik może od razu wykorzystać.
Na miejscu klienta od pierwszego dnia trzymałbym repozytorium na własnym koncie firmowym i dawał agencji dostęp jako współpracownikowi. Dla dobrego wykonawcy to żadna przeszkoda, a dla klienta ogromne zabezpieczenie: kod rośnie u niego, z pełną historią zmian, niezależnie od tego, jak skończy się współpraca.
W umowie zapisałbym, że kod źródłowy jest przechowywany w repozytorium zamawiającego, a agencja wgrywa tam postępy regularnie, na przykład po każdym sprincie. Osobno uregulowałbym przeniesienie praw autorskich, bo dostęp do plików to jeszcze nie prawa. Jeśli wykonawca stanowczo odmawia jakiegokolwiek wglądu przed odbiorem, traktowałbym to jako sygnał ostrzegawczy. Można zgodzić się na przekazanie kodu po zapłacie za etap, ale nie na brak wglądu przez cały projekt.
Odpowiedź z 1 listopada 2026